N.S. Perkins "The Infinity Between Us" - fragment

2023-05-31
 N.S. Perkins "The Infinity Between Us" - fragment

Wyciągam z bagażnika worek marynarski i plecak, po czym ruszam w stronę drzwi. Uliczka jest pogrążona w ciszy, w większości domów panują już ciemności.
To wtedy zauważam coś dziwnego. W naszym domku pali się światło.
Wiem, że od lat nikt tu nie był. Chociaż po tamtych wakacjach sami przestaliśmy tu przyjeżdżać, nigdy nie wynajęliśmy nikomu tego miejsca. Trudno powiedzieć dlaczego. Po prostu ten dom należał do Seabergów i Mitchellów. To był nasz mały kawałek nieba i nie znieślibyśmy myśli, że zamieszkał tu ktokolwiek inny.
Długo trwało, zanim tata odważył się w końcu uporać z tą sytuacją i go sprzedać.
A zatem skoro my nie byliśmy tu od pięciu lat i nikt inny też nie, kto, do cholery, zapalił światło?
Powoli podchodzę do obdrapanych drzwi frontowych i wyjmuję z torebki gaz pieprzowy, bez którego nie poruszam się po kampusie uniwersytetu. Dzięki Bogu, że zabrałam go ze sobą.
Przekręcam klucz w zamku, a drzwi skrzypią głośno, gdy je otwieram. Dźwięk niesie się echem po opuszczonej przestrzeni.
– H-halo? – Staram się brzmieć jak policjantka, ale obawiam się, że mój głos przypomina raczej pisk wystraszonej myszki.
No cóż. Przynajmniej jestem uzbrojona… tak jakby. Po cichu wchodzę do środka. Do tego stopnia skupiam się na potencjalnym intruzie, że nie zwracam uwagi na zakurzony salon, w którym wszystko wygląda dokładnie tak, jak w dniu, gdy stąd odeszliśmy, od poduszek na kanapach po muszelki wiszące na ścianach.
– Halo? – powtarzam.
Nikt nie odpowiada, ale w tym momencie słyszę słaby dźwięk dochodzący z góry. Zaczynam się powoli wspinać po białych drewnianych schodach. Każdy stopień skrzypi
mi pod stopami. W połowie drogi nieruchomieję i to wtedy rozpoznaję ten odgłos.
Prysznic.
Jakaś obca osoba bierze prysznic w domu, który miał stać pusty.
Nasłuchuję odrobinę dłużej i wydaje mi się, że ktoś śpiewa, okropnie fałszując.
Czy powinnam stąd wyjść i wezwać policję? Zdecydowanie.
Ale serio, jaki niebezpieczny włamywacz postanowiłby wziąć prysznic, a do tego poczułby się na tyle swobodnie, żeby pod nim śpiewać? Poza tym jestem cholernie
zmęczona po sześciu godzinach jazdy. Może powinnam się bać, ale czuję głównie irytację.
Niektórzy ludzie złoszczą się, gdy są głodni. Ja robię się zła – i zachowuję się trochę irracjonalnie – kiedy jestem zmęczona. Gdy jestem głodna zresztą też.
Nie zamierzam opuścić tego domu, dopóki się nie dowiem, kto postanowił się do niego włamać. Poza tym skoro jest pod prysznicem, mogę wykorzystać element zaskoczenia.
Pokonuję kilka ostatnich stopni po dwa naraz i na palcach podchodzę do łazienki. Powoli obracam klamkę, na szczęście drzwi okazują się otwarte. Gorąca para owiewa mi twarz i czuję słaby zapach… trawy cytrynowej?
Cóż, to, że ten ktoś pachnie tak przyjemnie, nie ma żadnego znaczenia. I tak zamierzam go rozerwać na strzępy za to, że dodatkowo utrudnił mi życie.
Biorę głęboki wdech, zaciskam lewą dłoń na puszce z gazem pieprzowym, a prawą zadaję cios przez zasłonkę prysznicową jak w Psychozie.
O cholera. Czy ten ktoś jest zrobiony ze stali?
– Aua! – krzyczę, potrząsając obolałą dłonią.
– Co, do kurwy… – woła w tym samym momencie jakiś mężczyzna i przytrzymuje się zasłonki.
Niestety, ciągnie za mocno i po chwili w łazience wypełnionej parą rozlega się głośny huk. Koleś ląduje na tyłku, a zasłonka spada na niego. Wyciągam przed siebie puszkę z gazem, robię krok do przodu i wołam:
– Co ty tu…
Powietrze opuszcza moje płuca w połowie zdania.
Nie.
Nie, nie, nie.
Tylko nie on. Każdy, tylko nie on.
Na twarzy, którą kochałam kiedyś aż do bólu, maluje się szok.
– Violet? – pyta mężczyzna.
Żal. Ból. Miłość. Wszystkie te uczucia zalewają mnie jednocześnie i nie mogę nabrać tchu.
Cofam się i natrafiam tyłkiem na ostrą krawędź blatu.
– Will? Co ty tu robisz, do cholery?
Podnosi się powoli, owijając sobie zasłonkę prysznicową wokół bioder. Zanim spuszczę wzrok, zauważam, że z nosa leci mu krew. Przynajmniej porządnie mu przywaliłam.
Uśmiecham się po raz pierwszy tego dnia.
– To ty właśnie próbowałaś znokautować mnie pod prysznicem. Co ty tu robisz?
Mam wrażenie, jakby moje serce wyrwało się z piersi i skoczyło na spotkanie własnej śmierci. On nie może tutaj być. Miałam go już nigdy nie zobaczyć. On się o to postarał.
Zmuszam się, by wziąć głęboki wdech, ale nie odrywam wzroku od podłogi. I tak już mam mętlik w głowie. Wolę nie przyglądać się Willowi.
– Przyjechałam, żeby zająć się sprzedażą domu, więc cokolwiek ty tu robisz, proszę, odejdź i wróć, gdy ja już wyjadę. – Głos mi drży, ale nie potrafię nad nim zapanować. Nie w jego obecności.
Will wychodzi spod prysznica, a ja próbuję się cofnąć jeszcze bardziej, ale blat ogranicza mi ruchy.
– Tak się składa, Vi, że jestem tu z tego samego powodu.
Ignoruję ukłucie w sercu, które czuję, gdy słyszę, jak Will zdrabnia moje imię. Podrywam głowę i natykam się na spojrzenie jego szarych oczu, które po tylu latach wciąż zapiera mi dech w piersi.
– Co masz na myśli?
Zerka na zasłonę prysznicową owiniętą wokół talii.
– Miałabyś coś przeciwko temu, żebym się ubrał, zanim pogadamy?
Owszem, miałabym. Muszę wiedzieć, co się dzieje. Na t y c hmi a s t. Ale chyba jestem w szoku. Nie potrafię jasno myśleć i czuję się tym wszystkim przytłoczona. Przyda mi się kilka minut, żeby dojść do siebie. Z trudem przełykam ślinę.
– W porządku. Spotkajmy się na dole.
Gdy opuszczam łazienkę i schodzę na dół jak tysiące razy wcześniej, próbuję oczyścić umysł. Staram się nie myśleć o jego ciemnych włosach, teraz krótko ściętych. Staram się nie myśleć, że on jest tutaj, naprawdę tutaj, a nie tylko w tym małym zamkniętym pudełeczku w mojej głowie. A już z pewnością staram się nie myśleć o tym, że być może planuje tu zostać.
Zauważam, że dłonie mi drżą, i zaciskam je w pięści. „Wszystko będzie dobrze”, myślę.
To musi być jakieś nieporozumienie. Zaraz się s z y b k o rozmówimy i on zniknie z mojego życia na dobre.
Wchodzę do kuchni, zapalam światło i przecieram zakurzone siedzenie jednego z krzeseł przy stole. Dalej powtarzam sobie, że wszystko jest w porządku. Dłonie w końcu przestają mi się trząść, ale kolano wciąż nerwowo podryguje, podczas gdy czekam na Willa.
Kilka minut później schodzi na dół i siada naprzeciwko
mnie. Nie odrywam wzroku od blatu.
– Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jesteś – szepcze.
Nie. Jego głos wcale nie przyprawia mnie o gęsią skórkę.
Naprawdę próbuję nie patrzeć na rzeźbione rysy jego twarzy, pokrytej kilkudniowym zarostem, ale Jezu, on mi tego nie ułatwia. I chociaż zmienił się trochę przez te lata,
wystarczy jedno spojrzenie, bym wiedziała, że wciąż mogłabym narysować go z pamięci.
Nie odzywam się.
Przełyka z trudem, po czym pyta:
– Jak się masz?
To proste pytanie, a jednocześnie najtrudniejsze, na jakie kiedykolwiek musiałam odpowiedzieć. Najgorsze jest to, że ogarnia mnie potrzeba, by wyznać mu prawdę. Tak łatwo mogłabym wrócić do tego, jak kiedyś między nami było. Opowiedzieć mu o wszystkim, co go ominęło. O tym, jak było mi trudno. Jak bardzo cierpiałam. Ale gryzę się w język. Nie ma znaczenia, co u mnie słychać ani co on zrobił ze swoim życiem. Jesteśmy tu, by rozmawiać o interesach.
Krzyżuję dłonie na blacie i puszczam jego pytanie mimo uszu.
– Co dokładnie miałeś na myśli, gdy powiedziałeś, że jesteś tutaj z tego samego powodu?
Will wzdryga się, kiedy tak obcesowo przechodzę do rzeczy. Na jego twarzy zaczyna pojawiać się rumieniec, ale nie mam związanych z tym wyrzutów sumienia. Żadnych. To nie jest tak, że sobie na to nie zasłużył. On chyba to wie, bo nie kontynuuje tematu.
– Właśnie to, co powiedziałem. Moja mama przysłała mnie tutaj, żebym zajął się sprzedażą domu – mówi.
– To niemożliwe. Mój tata przysłał m n i e, żebym się tym zajęła. Jutro mam spotkanie z agentem nieruchomości.
On odchyla się na krześle.
– Tak się składa, że ja również.
Odruchowo unoszę brwi, ale zmuszam je do opadnięcia. Nie zamierzam pozwolić, by moja twarz zdradzała jakiekolwiek emocje. On na to nie zasługuje.
Odchrząkuję.
– Może doszło do jakiegoś nieporozumienia między Norą a moim tatą, ale to nic. Jestem tu teraz i dom powinien zostać sprzedany w ciągu tygodnia, więc możesz jechać. – Wiedziałam, że w końcu będę musiała się skontaktować z Seabergami, żeby sfinalizować transakcję, ale nie zamierzałam rozmawiać właśnie z nim.
I zdecydowanie jeszcze nie w tym momencie. Potrzebuję więcej czasu.
On ściąga brwi.
– Sprzedany? Co masz na myśli? Jak to „sprzedany”?
Kolano podryguje mi jeszcze szybciej pod stołem. Czy on sobie robi jaja?
– Jak to ładnie wcześniej ująłeś, „właśnie to, co powiedziałam”. Rozmawiałam już z agentem. Muszę tylko odbyć z nim kilka spotkań, a potem będę mogła podpisać papiery i zapomnieć o przeszłości.
– Chcesz się pozbyć tego miejsca? – pyta, mrużąc oczy.
– Oczywiście, że tak – mówię, a po krótkim milczeniu dodaję: – A ty nie?
– Nie – wybucha i cofa się gwałtownie. – Dlaczego miałbym to zrobić? Wiąże się z nim tak wiele wspomnień.
– Złych wspomnień.
Zaciska szczękę.
– Jedno złe wspomnienie, Vi.
– Jedno wystarczy. – Kręcę głową. – Nie chcę już, żeby ten dom należał do nas.
Zamyka oczy i przeczesuje dłonią włosy. Milczy przez dłuższą chwilę, po czym mówi:
– Przykro mi, ale nie możesz o tym decydować.
Tym razem nie potrafię ukryć zdumienia.
– Oczywiście, że mogę. To miejsce należy do obu rodzin, nie tylko do twojej.
Co za dupek.
– Owszem, ale gdy mój tata i Amy kupowali ten dom, nie zainwestowali po równo. Jesteśmy właścicielami sześćdziesięciu procent nieruchomości, więc technicznie rzecz biorąc, nie możesz podjąć decyzji o sprzedaży. – Will drapie się po karku. Nie potrafi spojrzeć mi w oczy.
– Przyjechałem tutaj, żeby powiedzieć temu cholernemu agentowi, by przestał wydzwaniać do moich rodziców i poszedł do diabła. Nie zamierzam zrezygnować z tego
domu. Owszem, chyba moglibyście podać nas do sądu, ale wątpię, by to wyszło na dobre komukolwiek z nas.
Jasna cholera. Dlaczego tata mnie o tym nie uprzedził? Jak mógł nie wiedzieć, że ktoś z Seabergów się tu pojawi?
Żołądek mi się przewrócił, gdy usłyszałam, jak imię mamy padło z ust Willa, ale bardziej skupiam się na tym, co mi powiedział i co to dla mnie oznacza. Bo chociaż można mu wiele zarzucić, nie jest kłamcą.
Milczę tak długo, że w końcu pyta:
– Dlaczego chcesz sprzedać ten dom? Uwielbiałaś go.
Podrywam głowę.
– Serio o to pytasz? Naprawdę nie rozumiesz, dlaczego chcę się go pozbyć?
Jabłko Adama unosi mu się i opada.
– Chyba rozumiem. Ale to wciąż jest miejsce, w którym spędzaliśmy wszystkie wakacje. To tu nauczyliśmy się jeździć na rowerze i wymyślaliśmy wszystkie nasze zabawy.
Tu upiliśmy się po raz pierwszy. Tu staliśmy się nami.
Wzdycham. Nagle ogarnia mnie straszne zmęczenie.
Nie chcę tu być. Nie chcę się kłócić z Willem Seabergiem o to, dlaczego to miejsce nie jest obecnie dla mnie dobre.
Chcę wrócić do domu.
– Ja tak na to nie patrzę. Już nie.
Will zasłania usta dłonią i chyba mamrocze „cholera”.
Wzdycha ciężko.
– I co teraz?
Nie wspomniał o tym, że jego rodzice byliby gotowi odkupić od nas te czterdzieści procent nieruchomości, więc zakładam, że to nie wchodzi w grę. Mogę zrobić tylko jedno.
Sprawdzam godzinę na telefonie.
– Cóż, jeśli zaraz wyruszę, pewnie uda mi się dotrzeć do Syracuse o…
– Proszę, nie wyjeżdżaj – przerywa, szeroko otwierając oczy. – Jeszcze nie.
Ściągam usta.
– Najwyraźniej nie mam tu już nic więcej do roboty.
Wzdryga się na te słowa, co nie umyka mojej uwadze.
– Nie możesz teraz wyjechać. Jest późno, to za długi dystans.
– Will, ja nie chcę…
– Proszę – mówi, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
– Nie wyjeżdżaj.
I znowu zalewa mnie fala zmęczenia, które przenika moje ciało do szpiku kości. Ma związek nie z właśnie odbytą podróżą, lecz z duchami, które otaczają mnie, od kiedy przekroczyłam próg tego miejsca. Nie mam już siły.
– W porządku – mówię oschle. – No to pozwól mi teraz pójść do łóżka.
Schodzi mi z drogi, ale kącik ust mu drga. Mijam go i ruszam w stronę schodów. Zatrzymuję się na pierwszym stopniu i nie odwracam się, gdy mówię:
– Och, i nazywam się Violet. Nie Vi.
Nie czekam na odpowiedź. Nogi mechanicznie niosą mnie na górę, a kiedy wchodzę do swojej dawnej sypialni, zamykam za sobą drzwi i się o nie opieram. Czuję, jakby moja głowa ważyła ze czterdzieści kilo, pozwalam jej opaść.
Boże, powinnam była zostać w domu.

Pokaż więcej wpisów z Maj 2023
Polecane
The Infinity Between Us
Cena regularna46,99 zł24,99 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki24,99 zł
Heartless

Heartless

Weronika Jaczewska
Cena regularna49,99 zł24,99 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki34,99 zł
Gdy wschodzi słońce
Cena regularna49,99 zł24,99 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki24,99 zł
pixel