Noémi Orvos-Tóth "Los, który dziedziczysz. Jak się uwolnić od rodzinnych traum" - fragment

2024-05-28
Noémi Orvos-Tóth "Los, który dziedziczysz. Jak się uwolnić od rodzinnych traum" - fragment

Pamiętam, jak w dzieciństwie słuchaliśmy piosenek Zsuzsy Koncz. Czarny winyl obracał się na gramofonie, a my śpiewaliśmy razem z nią. Moim ulubionym kawałkiem było Mama, kérlek (Mamo, proszę). Wciąż dostaję gęsiej skórki, kiedy słyszę genialny tekst Jánosa Bródyego. Wielcy artyści – poeci, pisarze czy autorzy tekstów – wiedzą o ludzkiej duszy tyle samo, co psychologowie, jeśli nie więcej, ale patrzą na nią z innej perspektywy. Na przykład te wersy utworu "Mama, kérlek" oddają fundamentalne życiowe pytanie:
"Dobrze wiesz, że cię nie prosiłem,
Nigdy nie prosiłem, żebyś dała mi życie,
I pewnego dnia, zanim umrę,
Muszę wiedzieć, dlaczego żyję."

Dlaczego tu jesteśmy? Po co się urodziliśmy? Czy rodzice nas chcieli? W latach osiemdziesiątych, kiedy ten utwór był modny, nie miałam pojęcia, jak często w mojej pracy psycholożki będę szukała odpowiedzi na te pytania. Na początku terapii zwykle staram się dowiedzieć, co moi klienci wiedzą o wydarzeniach związanych z ich poczęciem. Kim byli ich rodzice? Jaka wyglądała ich relacja? Jak żyli? Czy chcieli dziecka, czy też był to błąd, wpadka? Czy dziecko urodziło się w wyniku nieplanowanej ciąży, co może stanowić dla rodziców swego rodzaju obciążenie? W idealnej sytuacji dziecko pojawia się na świecie jako owoc głębokiego zaangażowania i wspólnego pragnienia dwojga dojrzałych dorosłych, którzy się kochają, są stabilni emocjonalnie i zabezpieczeni finansowo. Niestety, życie rzadko rozpieszcza nas takimi idealnymi scenariuszami.
Dlaczego okoliczności naszego poczęcia są takie ważne? Jak to, co dzieje się na samym początku, oddziałuje na nasze dalsze losy? Nasz rozwój sprowadza się do interakcji między genami a środowiskiem – i pierwszym środowiskiem, z którym się stykamy, jest ciało matki. Przez długi czas uważano, że jedyny rozwój, jaki ma miejsce w łonie matki, to rozwój fizyczny. Dzięki nowoczesnym badaniom nad okresem prenatalnym, a w szczególności dzięki badaniom ultrasonograficznym, w ostatnich dziesięcioleciach stało się jasne, że w łonie 17 matki zachodzą bardzo ważne procesy rozwojowe, o których wcześniej niewiele wiedzieliśmy. Embrion jest czujny, słucha, reaguje, a przede wszystkim uczy się. Chociaż jego układ nerwowy jest niedojrzały, jego doświadczenia są zapisywane. Ciało matki nie tylko zapewnia pożywienie, ale także przekazuje emocjonalny stan jej umysłu: jeśli czuje się dobrze, również zarodek pływa w hormonach szczęścia, a gdy jest ona spięta i zdenerwowana, zarodek także otrzymuje hormony stresu. Te biochemiczne informacje przekształcają się we wdrukowane wspomnienia (ang. memory imprints), które zapisują się w postaci fizycznych uczuć, wrażeń instynktownych i wspomnień na poziomie komórkowym. Dlatego podkreślam, że mówimy nie o świadomych wspomnieniach, które można ująć w słowa, ale raczej o doświadczeniach na poziomie komórkowym.
Badając wpływ ciała matki jako pierwszego środowiska na zarodek, Vivette Glover, profesorka psychologii okołoporodowej w Imperial College London, twierdzi, że stan emocjonalny matki oddziałuje na rozwój układu nerwowego zarodka. Jeśli matka jest zestresowana, zwiększony poziom kortyzolu może powodować zmiany strukturalne i funkcjonalne w mózgu zarodka, wykrywane głównie w obszarze znanym jako hipokamp. Położony w obu półkulach mózgowych, mniej więcej za skroniami, i przypominający nieco konika morskiego (hippocampus po łacinie to konik morski) rejon ten jest odpowiedzialny przede wszystkim za uczenie się i pamięć, a także za regulację emocji i motywację. Badania przeprowadzone przez Glover i innych wykazały, że ze 18 względu na odmienny rozwój ich układów nerwowych dzieci matek cierpiących na depresję i stany lękowe są bardziej narażone na wystąpienie objawów depresji i stanów lękowych u nich samych. Są one również bardziej narażone na zaburzenia uwagi, trudności w nauce i problemy poznawcze. Tak więc stres, którego doświadcza zarodek, może mieć wpływ nawet na całe życie człowieka.
Można by pomyśleć, że nie ma w tym nic nowego – w końcu to, co ostatnio udowodniły badania naukowe, zostało już opisane przez Arystotelesa ponad dwa tysiące lat temu. Ostrzegał on kobiety w ciąży przed zamartwianiem się, twierdząc, że dziecko rozwijające się w ich łonie chłonie bardzo wiele, podobnie jak roślina czerpie z gleby, w której rośnie. Jednak pewne aspekty bycia matką to wciąż tematy tabu. Często nie ośmielamy się o nich dyskutować ani nawet wspominać, bo dla niektórych osób prawda może być szokująca i odpychająca. Powszechnie przyjmuje się przecież, że każda normalna kobieta z niewymowną radością oczekuje narodzin swojego dziecka. Jeśli ktoś – nawet tylko przelotnie, w pewnych okresach ciąży – czuje albo mówi cokolwiek innego, naraża się na gniewną dezaprobatę, choć i w tym względzie szczerość byłaby ważna!
Nieżyjący już węgierski psycholog Péter Popper, którego uważam za jednego z najbardziej nieustraszonych i wnikliwych badaczy ludzkiej duszy, wyjaśnił to w następujący sposób: „Czy to prawda, że każdy ojciec i każda matka kochają swoje dziecko? Samo pytanie może was zszokować – ale nie zawsze ma to miejsce, nie zawsze rodzice kochają swoje dziecko Z tego też powodu w gabinetach psychologów ciągle słyszy się o zerwanych lub rozpadających się relacjach, ponieważ ludzie z poczucia obowiązku udają, że kochają swoje dzieci przez cały czas i niezależnie od okoliczności. To społeczny obowiązek! Co za potwór z matki lub ojca, jeśli nie kochają własnego dziecka! Jednak całkiem możliwe jest właściwe opiekowanie się dzieckiem i traktowanie go z dobrocią (co wynika na przykład z przyzwoitości, życzliwości lub poczucia odpowiedzialności), nawet jeśli się go nie kocha, ale akceptuje zaistniałą sytuację – takie karty rozdało ci życie”
Międzynarodowe badania ankietowe potwierdzają słowa Poppera, a ich wyniki wskazują, że 56 procent par reaguje strachem na pozytywny wynik testu ciążowego. Oczywiście, w większości przypadków początkowy szok znika, jednakże większej, niż chcielibyśmy przyznać, liczbie ciąż towarzyszą negatywne emocje. Według jednego z amerykańskich badań ponad jedna trzecia (!) dzieci rodzi się z niechcianych ciąż, mimo że współcześnie tabletki antykoncepcyjne i prezerwatywy są powszechnie dostępne w zachodnich społeczeństwach. Niemniej ogólnie głoszone zasady często nie mają odzwierciedlenia w praktyce. (W swoim raporcie rocznym za 2022 rok Fundusz Ludnościowy ONZ wyraźnie wspomina o lekceważonym kryzysie związanym z niechcianymi ciążami, który dotyka nie tylko jednostki, ale też całe społeczeństwo5). A jak musiała wyglądać sytuacja, kiedy zajście w ciążę było kwestią czystego przypadku, czyli zanim nadeszły lata sześćdziesiąte? Myślę, że możemy zaryzykować stwierdzenie, że w każdym pokoleniu na świat przychodziła znaczna liczba dzieci, których rodzice wcale nie chcieli. Przypomina mi się jedna z moich pacjentek. Jej matka często wygarniała jej prosto w oczy: „Gdybyś się nie urodziła, moje życie wyglądałoby inaczej. Nie gniłabym w tym cholernym małżeństwie z twoim ojcem”. Nic dziwnego, że mojej klientce nie było łatwo zbudować satysfakcjonującego związku. Po prostu nie wierzyła, że ktokolwiek jej potrzebuje lub że ktokolwiek podejdzie do niej z miłością. Już w 1929 roku renomowany węgierski psychoanalityk Sándor Ferenczi, uczeń Freuda, zajmował się tym, jak wpływa na dziecko odrzucenie go przez matkę. W studium The Unwelcome Child and his Death-Instinct Ferenczi twierdzi, że w każdym zarodku istnieje destrukcyjny instynkt, instynkt śmierci, jednak matczyna miłość jest w stanie zmniejszyć i wyciszyć tę szkodliwą siłę. Jeśli matka myśli o nas z miłością, czyni to nasze istnienie wartościowym i nadaje mu cel. Jeśli jednak ciąża nie jest dla niej radością, jeśli odczuwamy odrzucenie „płynące” od matki, które trwa, początek życia staje się trudniejszy. Instynkt śmierci pozbawiony jest wtedy przeciwwagi, a życie jest przepojone poczuciem niepewności i brakiem zaufania. Sytuacja może ulec poprawie w późniejszym okresie, jeśli w środowisku dziecka znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która będzie miała jego pozytywny obraz. Jeśli jednak takiej osoby nie ma, możliwość nawiązania rzeczywiście głębokich i harmonijnych relacji przez dziecko jest utrudniona.
Ferenczi uważał, że niechciane dzieci rozwijają się wolniej, stają się nadwrażliwe i pesymistyczne, a także bardziej narażone na choroby psychosomatyczne. Był przekonany, że są to przejawy instynktu śmierci, swego rodzaju nieświadomej tendencji do autodestrukcji. Bycie niechcianym dzieckiem ma konsekwencje nawet w okresie dorosłości: podatność na samobójstwo rośnie, a skłonności przestępcze są częstsze niż u innych – tak jakby ktoś, kogo istnienie było niepożądane, był bardziej skłonny do samookaleczania, bo spełniał w ten sposób oczekiwania rodziców. Pozwolę sobie powtórzyć: badanie to zostało opublikowane w 1929 roku. A więc od prawie wieku psychologowie zajmują się możliwymi konsekwencjami nieobecności ożywczej siły miłości w pierwszej relacji naszego życia. W swojej książce Ungewollte Kinder (Niechciane dzieci) Helga Häsing i Ludwig Janus piszą, że jeśli matka chciała ciąży, zarodek rozwija się w „błogim stanie pierwotnym”, jeśli ją odrzucała, dziecko buduje w sobie bardzo głębokie, archaiczne poczucie winy. Nieświadomie czuje, że robi coś złego, i dlatego próbuje się unicestwić. W książce Rainbow States of Consciousness (Tęczowe stany świadomości) Andrew Feldmár opowiada o swoich doświadczeniach w pracy z pacjentami, którzy mają za sobą wielokrotne próby samobójcze.
Zauważył, że kilku z nich zawsze próbowało zakończyć swoje życie w tym samym miesiącu roku. Analizując linie życia swoich pacjentów, Feldmár zdał sobie sprawę, że każda próba samobójcza miała miejsce w okresie odpowiadającym trzem miesiącom po ich poczęciu, tak zwanym pierwszym trymestrze – okresie, w którym niechciane ciąże są zwykle przerywane. Postanowił porozmawiać z matkami swoich pacjentów i zapytać je, czy próbowały dokonać aborcji. Okazało się, że wszystkie żałują, że nie zakończyły ciąży. Choć są to pojedyncze przypadki, wciąż dają do myślenia. Jak taki makabryczny zbieg okoliczności jest możliwy, skoro ci młodzi ludzie nie mieli żadnych informacji o tych wydarzeniach z przeszłości? Czy mogli oni w jakiś sposób „pamiętać” zagrażające doświadczenia z życia płodowego? Czy emocje i myśli matki docierały do nich niewidzialnym kanałem komunikacji? Czy utożsamiali się z agresją skierowaną ku nim i po osiągnięciu dorosłości próbowali wyrządzić sobie krzywdę? Jest to możliwe – a jak w takim razie wytłumaczyć zbieżność w czasie? Znana psychoterapeutka Anne Ancelin Schützenberger uważała, że może za tym stać „syndrom rocznicy” – zjawisko, zgodnie z którym rocznice nieprzyjemnych lub ważnych wydarzeń mających miejsce w życiu przodków (na przykład wypadek lub śmierć) mogą mieć magnetyczną siłę i prowadzić do powtórzeń. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci w kilku badaniach ankietowych sprawdzano, co się dzieje, gdy najwcześniejsza więź między matką a dzieckiem jest naruszona.

Pokaż więcej wpisów z Maj 2024
Polecane
Co ci się przydarzyło?
Cena regularna46,99 zł24,99 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki23,49 zł
To nawet lepiej. Jak obracać trudności w szanse
Cena regularna49,99 zł24,99 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki24,99 zł
Los, który dziedziczysz. Jak się uwolnić od rodzinnych traum
Cena regularna49,99 zł29,63 złNajniższa cena produktu w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki24,99 zł
pixel