"Moje Ciało" Emily Ratajkowski - fragment - blog kulturalnysklep.pl

"Moje Ciało" Emily Ratajkowski - fragment

2022-05-04
"Moje Ciało" Emily Ratajkowski - fragment
10. Próbowałam oszacować, gdzie właściwie moi rodzice widzieli mnie na skali urody. Wydawało mi się, że to było dla nich ważne – zwłaszcza dla matki – żeby ich córka była postrzegana jako piękna kobieta; lubili opowiadać znajomym, jak obcy ludzie proponowali mi pracę modelki, a potem o moich sukcesach w modelingu, kiedy w gimnazjum podpisałam kontrakt z agencją. Uważali, że jako odpowiedzialni rodzice powinni wziąć pod uwagę, że taka kariera jest dla mnie możliwa. – Pani córka mogłaby zarabiać bardzo dużo pieniędzy. Tylko trzeba by jej strzelić trochę zdjęć – powiedziała kobieta, która zaczepiła nas w kolejce w sklepie spożywczym. Kiedy wróciłyśmy do samochodu, rozpłakałam się. – Mamo, ja nie chcę, żeby do mnie strzelali! – Bo zapamiętałam „strzelanie”, a zapomniałam o „zdjęciach”. W końcu rodzice znaleźli mi agenta i zaczęli mnie wozić do Los Angeles na sesje zdjęciowe i castingi, tak jak rodzice innych uczniów z mojej klasy wozili ich na mecze piłkarskie. Mój ojciec zawiesił moją pierwszą kartę castingową (karta wielkości pocztówki, zawierająca moje wymiary i zdjęcia, do zostawienia u klienta na castingu) na ścianie przy biurku w klasie, gdzie prowadził zajęcia. Kiedy byłam w liceum, moja matka dała do oprawienia moją czarno-białą fotografię z sesji, w formacie 24 na 28 cm, i postawiła ją na kuchennym blacie naprzeciwko drzwi wejściowych, żeby każdego gościa witały moje wydęte usta, gołe nogi i natapirowane włosy. Wstydziłam się tego zdjęcia i miejsca, w którym stało. Kiedy wyprowadziłam się z domu, namówiłam matkę, żeby je przestawiła – po kilku dobrych latach. – Masz rację – powiedziała. – Już nie jest aktualne. Teraz jesteś piękniejsza.

11.
Dzięki urodzie stawałam się kimś wyjątkowym. A miałam wrażenie, że kiedy byłam wyjątkowa, rodzice kochali mnie najbardziej.

13.
Moja matka lubiła powtarzać historie o tym, jak mężczyźni zaczęli zwracać na mnie uwagę, odkąd skończyłam dwanaście lat. („Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia, jak przeszłaś obok niego! Stanął jak wryty i szczęka mu opadła!”). Ale też uważała, że mężczyźni doświadczają piękna w ograniczony i niewyrafinowany sposób.
– Marilyn Monroe nigdy nie była tak naprawdę piękna – stwierdzała, kiedy tylko mój ojciec kiwał głową z uznaniem, jak ktoś wspominał o tej aktorce.
Robiła rozróżnienie na kobiety, które podobały się mężczyznom i na prawdziwe piękności.
– Nie rozumiem, o co chodzi z Jennifer Lopez – mówiła, marszcząc nos. – Pewnie po prostu podoba się mężczyznom. – Po jakimś czasie nauczyłam się, że „podoba się mężczyznom” stoi znacznie niżej na skali od „jest piękna”, jednak wciąż jest lepsze niż brak jakiekolwiek wzmianki. Moja matka robiła się bardzo protekcjonalna, mówiąc o takich kobietach.
– Taka ładniutka – mówiła ze słodkim uśmiechem i nutą litości. Jak oglądaliśmy film z jakąś młodą aktorką, matka prawie zawsze musiała jakoś skomentować jej wygląd.
– Jak na moje, to żadna z niej piękność. – To samo było z moimi koleżankami, których urodę omawiała, jak byłyśmy na zakupach.
– Ładna to ona nie jest, ale ma niezłą figurę – wyrokowała, obmacując kalifornijskie awokada w poszukiwaniu dojrzałego.

17.
Leżałam w łóżku po seksie z moim pierwszym poważnym chłopakiem ze szkoły, kiedy ten zaczął mi opowiadać o innych dziewczynach, z którymi spał. Opisywał ich ciała, włosy i mówił, co mu się w nich podobało, a ja słuchałam, aż nagle ogarnęła mnie panika. Zrobiło mi się niedobrze i zaczęłam się pocić. „Co jest ze mną nie tak?”, zastanawiałam się, „Czemu moje ciało tak reaguje na opowieści mojego chłopaka o dziewczynach, które mu się kiedyś podobały?”
On mówił dalej, a mięśnie mojego podbrzusza i pośladków zaciskały się coraz mocniej. Wiedziałam, że za kilka minut będę musiała pobiec do łazienki. Tymczasem on wciąż mówił, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że ja coraz bardziej kuliłam się w sobie pod cienkim kocem. Dostałam dreszczy. On dalej swoje. „Ona... Jej...” Kiwałam głową i zadawałam pytania, udając obojętność i wiedząc, że później będę godzinami sprawdzać, kim są te dziewczyny, obserwować je w szkole, zbierając dane dotyczące naszych podobieństw i różnic. W końcu wstałam i popędziłam do łazienki, bojąc się, że już dłużej nie wytrzymam. Chociaż wiedziałam, że to jego dawne dziewczyny i że te opowieści nie stanowią dla mnie żadnego zagrożenia, moje ciało zareagowało tak, jakby jednak stanowiły. Nie mogłam znieść myśli, że mógłby jakąś dziewczynę uznać za bardziej atrakcyjną ode mnie.


22.
Byłam krótko po ślubie z moim mężem, kiedy on rzucił mimochodem:
– Na świecie jest tyle pięknych kobiet.
Słysząc to, zastygłam. Wiedziałam, że to zupełnie normalne (i prawdziwe) stwierdzenie, a jednak poczułam, że w moim brzuchu zaciska się znajomy węzeł.
– Co? – pyta mój mąż. Wyczuwa tę zmianę we mnie i napięcie w moim ciele.
– Sama nie wiem – odpowiadam. Przytulam twarz do jego klatki piersiowej, zawstydzona swoją reakcją. – Nie wiem, czemu boli mnie, kiedy tak mówisz.
Widzę, że chciałby mnie pocieszyć, ale jednocześnie jest zdezorientowany. Ja też chcę, żeby mnie pocieszył, ale w sumie nie jestem pewna, dlaczego tak bardzo tego potrzebuję. Dlaczego nagle wydaje mi się, że mąż nie kocha mnie dość mocno?

(…)

Właśnie mniej więcej w tamtym czasie agentka przekazała mi e-maila w sprawie teledysku do piosenki T.I.'a i Pharrella, których podziwiałam, i piosenkarza, o którym wcześniej nie słyszałam – Robina Thicke'a. W załączniku był plik PDF z treatmentem, czyli zdjęciami i tekstem opisującym wizję reżysera. Leżąc rano w łóżku, przejrzałam ten plik: czerwone litery układające się w słowo „#THICKE”, zdjęcia Terry'ego Richardsona przedstawiające dziewczyny bez staników, z ustami umalowanymi na czerwono i z rozczochranymi włosami, a do tego napisane tłustym drukiem hasła typu „Jebać zasady!”. W części zatytułowanej „STYL” było napisane: „VIBE TOTALNEGO PIMPA, DEBILNE PIERDOLENIE W NOWOCZESNYM, INTELIGENTNYM OPAKOWANIU, COŚ JAK VICE MAG” i „GOŁE LASKI XXX CYCKI ŁONIAKI CZERWONA SZMINKA”. Przeczytałam na głos mojemu ówczesnemu chłopakowi tekst (z literówką) w części „LASKI”:
„TAKIE LASKI SĄ NAJBARDZIEJ ZAJEBISTE, TOTALNIE PEWNE SIEBIE. TO WCALE NIE JEST ŻADNA MUZOGINIA, TYLKO MEGA SZACUN DLA LASEK, KTÓRE MAJĄ NIESAMOWITĄ, ZMYSŁOWĄ MOC WIZUALNĄ”.
Byłam zaskoczona, że teledysk miała reżyserować kobieta. Poszukałam w e-mailu propozycji stawki.
– Wow – wyrwało mi się. Proponowali niewiele więcej, niż za jeden dzień zdjęć do reklamy Forever 21. – Pierdolę to. Kolejny gówniany teledysk z gołymi dziewczynami. – Tego samego ranka powiedziałam agentce, żeby odmówiła.
Jednak Diane Martel, reżyserka, nalegała i napisała do mnie osobiście, pytając, czy mogłabym przynajmniej się z nią spotkać, żeby porozmawiać. Lista teledysków w jej reżyserii była rzeczywiście imponująca – pracowała z Beyoncé, Mariah Carey i JLo. Kiedy agent powiedział, że jego zdaniem stawka będzie „do negocjacji”, zgodziłam się pojechać do West Hollywood i namęczyłam się, próbując zaparkować równolegle naprzeciwko studia fotograficznego przy bulwarze Santa Monica.
Diane nie podniosła się, kiedy stanęłam przed nią, ubrana w mini i szpilki, ściskając w rękach portfolio, o które wcale nie prosiła. Powiedziała mi, że za kamerą ma stanąć młoda kobieta, z którą niedawno pracowałam – Olivia. Słysząc jej nazwisko, złagodniałam. Podobały mi się zdjęcia, które mi zrobiła, były ładne i eteryczne, a na planie pracowały same kobiety.
– Znam Olivię od urodzenia – powiedziała Diane. – Jest bardzo utalentowana. I taka młoda! Wiesz, jak ładnie się wychodzi na jej zdjęciach, nie są ani trochę wulgarne. I większość ekipy to będą kobiety. – Gdy mówiła, jej noga podskakiwała rytmicznie. – Chcę, żeby to było śmieszne, trochę jak parodia. Wiem, że jesteś aktorką. Chcę, żebyś tam grała.
– OK – odparłam – ale stawka musi być wyższa. – Skinęła głową.
Gdy w drodze powrotnej stałam w korku na autostradzie, agent dał mi znać, że stawka podskoczyła do przyzwoitej kwoty, z dodatkiem za nadgodziny. Rozłączyłam się i otworzyłam okno, czując powiew powietrza od przejeżdżających samochodów. Pomyślałam: „A co mi tam. Poza tym czy ktoś jeszcze w ogóle ogląda teledyski?”
Zdjęcia zorganizowano w ogromnym studiu w Silver Lake, tylko piętnaście minut jazdy od mojego loftu. Przyjechałam z pustym żołądkiem, a poprzedniego wieczora mało zjadłam, bo wiedziałam, że na planie będę nago, a przynajmniej topless. Nalałam sobie kawy w bufecie i rozejrzałam się. Diane nie okłamała mnie. Ucieszyłam się na widok tylu kobiet w studiu: autorka zdjęć, stylistka, rekwizytorka, makijażystka...
Potem przyszły dwie inne modelki, które też miały brać udział w zdjęciach, i usiadły na krzesłach obok mnie, naprzeciwko długiego lustra: zjawiskowa czarnoskóra dziewczyna o łagodnym głosie z francuskim akcentem, która przedstawiła się jako Jesse, oraz Elle, blondynka, która złapała moje spojrzenie w lustrze. Asystentka makijażystki malowała jej właśnie usta czerwoną szminką, więc tylko pomachała mi ręką.
– Czy czujesz się komfortowo? – spytała kostiumografka, gdy przymierzałam różne białe majtki i plastikowe, prześwitujące topy i szorty. Wyjaśniła, że te ubrania są do ocenzurowanej wersji teledysku, którą będziemy kręcić równolegle z nieocenzurowaną, nagą wersją. Od razu ją polubiłam: miała krótkie, tlenione włosy, chodziła w Martensach i wyglądała jak ktoś, z kim mogłabym się zakolegować. W pracy prawie nigdy nie spotykałam takich dziewczyn. Diane weszła do charakteryzatorni, żeby sprawdzić, jak się czuję przed zdjęciami.
– Wszystko w porządku? – spytała. Wygładziłam dłońmi białe majtki i kiwnęłam głową. Czułam się częścią zespołu.
Weszłam na plan pierwsza, zostawiając Elle i Jesse z fryzjerami i makijażystkami. Niewiele starsza ode mnie kobieta w białym kombinezonie przedstawiła się jako rekwizytorka.
Pokazała mi długi stół zastawiony różnymi przedmiotami, które miały zostać użyte w teledysku.
– Od czego chciałabyś zacząć? – wybrałam wielką, styropianową rękę z czerwonymi paznokciami. Podała mi ją z dumą. Sama ją wykonała. – Wiesz, że później będą zwierzęta?
To nie była sytuacja, do jakich byłam przyzwyczajona: fajne kobiety w moim wieku, które kochają swoją pracę. Poprawił mi się nastrój. Może jednak będę się dobrze bawiła.
Piosenka, której wcześniej nie słyszałam, zagrzmiała na wielkiej scenie. Po trzech uderzeniach perkusji rozległ się głos: „Everybody get up!”. Olivia uśmiechnęła się do mnie zza kamery.
– Po prostu tańcz sobie tak, jak chcesz! – krzyknęła Diane przez megafon, gdzieś z ciemności pod jasno oświetloną, nieskazitelnie białą sceną. Tańczyłam zupełnie na luzie i trochę głupio, jakbym chciała rozbawić swoje koleżanki. Z zaskoczeniem zauważyłam, że dobrze się bawię. Diane śmiała się przez megafon.
Robin Thicke przyjechał później. Akurat pozowałam na czworakach w bieliźnie, z czerwonym samochodem-zabawką na plecach. On był w okularach przeciwsłonecznych, pomachał do mnie i do reszty ekipy, i uśmiechnięty poszedł do charakteryzatorni.
Mijały godziny. Jesse i Elle dołączyły do mnie na scenie, razem z Pharrellem, Robinem i T.I.'em. Po tym, jak Diane nas sobie przedstawiła, prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Muzycy tylko kiwnęli do nas głowami na przywitanie. To oni byli tu najważniejsi, my byłyśmy bardziej jak rekwizyty. Nie przeszkadzało mi to, po prostu byłam w pracy. Potem pojawiły się zwierzęta. Wzięłam na kolana owieczkę i obserwowałam sytuację. Robin był skupiony na Pharrellu i T.I.'u, śmiał się, odrzucając głowę do tyłu i pokazując zęby – nadal nie zdejmując ciemnych okularów. Oni uśmiechali się uprzejmie, ale nie podzielali jego żywego entuzjazmu.
Pod scenicznymi reflektorami nasze plastikowe szorty parowały od potu i gorąca. Od Robina czuć było alkohol, gdy przeskakiwał od śpiewania do markowania tekstu. Wydawało się, że piosenka zaczyna się tego dnia już po raz milionowy – na sali znów się rozległy te same trzy twarde uderzenia perkusji. Diane krzyczała polecenia przez megafon. My rozebrałyśmy się do cielistych stringów do nieocenzurowanej wersji. Pharrell i Elle uśmiechali się do siebie zalotnie. Ja założyłam absurdalne trampki na platformie i tańczyłam przed resztą obsady.
– Dajmy paniom coś do picia – polecił Robin jednemu ze swoich asystentów i zaraz ktoś nam przyniósł czerwone plastikowe kubki wypełnione lodem i alkoholem. Pociągnęłam parę łyków, ale w sumie to nigdy nie lubiłam wódki, a poza tym było mi gorąco i zdjęcia za bardzo mnie zmęczyły, żebym miała ochotę pić więcej. Piosenka zaczęła się po raz kolejny.
„Hey, hey, hey!”
Jesse popatrzyła na mnie, kręcąc głową.
– Ale gorąco... – wyszeptała, przesuwając dłonią po ciasno upiętych włosach. Ja nadal kręciłam się po scenie, starając się odtworzyć nastrój, który mnie ogarnął, kiedy tańczyłam dla Olivii i Diane. Przewróciłam oczami, widząc wygłupy sławnych mężczyzn, z którymi pracowałyśmy.
Cały świat zobaczył, jak przewracam oczami w ostatecznej, wiralowej wersji teledysku. Dzięki „Blurred Lines” w ciągu paru miesięcy zyskałam międzynarodową sławę. Kiedy po raz pierwszy ktoś mnie zatrzymał na ulicy, wrzeszcząc „Emily”, rozmawiałam z matką przez telefon, przechodząc przez ulicę blisko domu. Popatrzyłam na tego mężczyznę zdezorientowana, starając się rozpoznać jego twarz.
– Uwielbiam „Blurred Lines”! – krzyknął, uśmiechając się szeroko, a potem poprosił mnie o selfie. To było zaskakujące.
W internecie toczyła się debata, czy teledysk był mizoginistyczny. To, jak moje koleżanki modelki i ja wiłyśmy się (w nieocenzurowanej wersji prawie zupełnie nago) przed mężczyznami-muzykami, budziło wątpliwości. Dziennikarze jeden za drugim zadawali mi to samo pytanie: „Co ma pani do powiedzenia tym, którzy uważają, że ten teledysk jest antyfeministyczny?”.
Wszyscy byli w szoku, kiedy odpowiadałam, że sama wcale tak nie uważam. Mówiłam im zupełnie szczerze, że na planie czułam się pewnie w swoim ciele i w swojej nagości. Skupiałam się na tym, jak się czułam przez prawie cały czas zdjęć i wspominałam, że byłam tam w towarzystwie wielu kobiet, które lubiłam i którym ufałam.
Po sukcesie teledysku przeprowadziłam się do Nowego Jorku i podpisałam kontrakt z tą samą agencją, która jeszcze rok wcześniej nie chciała ze mną pracować. Miałam sesję do „Sports Illustrated”. Z radością odkryłam, że dzięki sławie zyskałam dwa nowe źródła dochodu: występy publiczne, czyli chodzenie na wydarzenia albo rozmowy z mediami o różnych produktach, oraz sponsorowane posty na Instagramie – obie te rzeczy przynosiły mi więcej pieniędzy niż przed premierą teledysku byłabym w stanie zarobić przez tydzień jako modelka.
Przede wszystkim jednak czułam się zdezorientowana. Byłam już zmęczona ciągłym opowiadaniem o teledysku i dzieleniem się swoimi przemyśleniami na jego temat, a słysząc nazwisko Robina Thicke'a (zwłaszcza obok swojego) czułam już tylko niechęć. Byłam wdzięczna, że mogłam robić karierę, jednak nie podobało mi się, że każdy artykuł na mój temat zaczynał się od wzmianki o „Blurred Lines” – teledysku, który zgodziłam się nakręcić tylko dlatego, że chciałam trochę zarobić. Nie wiedziałam, jak pogodzić swoje ego i poczucie tożsamości, które starałam się oddzielać od tego, co robiłam w pracy, z etykietką, którą teraz przypisywał mi świat, nazywając mnie symbolem seksu. Już w liceum modeling był dla mnie tylko pracą, a teraz nagle okazało się, że to zajęcie zaczęło mnie definiować jako człowieka. Zaczęłam się miotać. Nadal traktując swoją pracę biernie, godziłam się na to, by grać w filmach, które mnie nie interesują i pozować dla marek, których nie lubię.
Przez kolejne parę lat po prostu płynęłam z prądem. Między licznymi sesjami i podróżami spędzałam za dużo czasu w internecie, w łóżku, i pijąc z ludźmi, za którymi nie przepadałam. Wiedziałam, że według wszelkich standardów powinnam być szczęśliwa – osiągnęłam to, czego podobno pragną wszystkie początkujące aktorki i modelki: stałam się znana z tego, że jestem piękna i atrakcyjna. „Udało ci się!” – napisała mi na Facebooku koleżanka, która kilka lat wcześniej komentowała mój granatowy żakiet, a teraz przypominała mi, jak wszyscy postrzegają mój „sukces”.
Jednak nie byłam po prostu sławna. Byłam sławna, bo byłam seksowna – co z wielu względów dawało mi satysfakcję. Uważałam za oczywiste, że najbardziej pociągająca i atrakcyjna kobieta zawsze będzie miała w danej sytuacji największą moc, tak jak modelki Victoria's Secret maszerujące wtedy w moją stronę z wielkiego ekranu. I rzeczywiście, moje życie bardzo się zmieniło. Obcy ludzie zaczepiali mnie na ulicy z radością. Podrywali mnie sławni mężczyźni, w których się podkochiwałam, jak byłam młodsza. Piękne kobiety rozmawiały ze mną jak z równą. Byłam na okładkach gazet, zapraszano mnie na luksusowe imprezy, o jakich kiedyś mogłam sobie tylko pomarzyć. Mogłam zapomnieć o tajskim jedzeniu i kocach z sieciówek – teraz wysyłano mi całe pudła luksusowych ubrań za darmo. Mogłam chodzić do najmodniejszych restauracji w Nowym Jorku i w Los Angeles i dostać taki stolik, jaki chciałam. I miałam więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek sądziłam, że uda mi się zarobić. Wpłaciłam pierwszą ratę za mieszkanie oddalone tylko o parę ulic od mojego starego loftu w Arts District, ale to miało wielkie okno, które wpuszczało mnóstwo światła, a na dachu budynku był basen. Mogłam nawet dać trochę pieniędzy rodzicom.
Mimo wszystko miałam poczucie, że życie wymyka mi się spod kontroli – wcale go sobie nie wybrałam i nie byłam pewna, jak chciałabym je przeżyć i kim się w końcu stanę. Nie cierpiałam chodzić na castingi, zwłaszcza do filmu i telewizji, gdzie prawie zawsze musiałam czytać tekst przed grupą mężczyzn, o których byłam przekonana, że nie mają o mnie najlepszego zdania. „Na pewno myślą, że jestem beznadziejna”, myślałam. „Dla nich jestem tylko jakąś dupą z L.A.. Nie mam talentu. W sumie to nawet nie jestem ładna”. Prawie w ogóle się nie przygotowywałam do tych przesłuchań, przeglądałam scenariusz raz czy dwa, a potem wchodziłam na salę sparaliżowana nienawiścią do samej siebie. Czy ja w ogóle chciałam być aktorką? Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy i jak to zostało postanowione, że właśnie tym powinnam się zająć i robić to dobrze. Zawsze myślałam o sobie jako o kimś, kto ma pomysły i podejmuje decyzje. Tymczasem wsiadając do samochodu po kolejnych castingach i czując się bezwartościowa, myślałam o tym, jak bardzo wolałabym być na miejscu mężczyzn w tych salach, i wybierać, kogo chciałabym zatrudnić do swoich projektów.
Kilka lat później, jak niezbyt uważnie przeglądałam Instagram, przesuwając energicznie kciukiem po ekranie, trafiłam na zdjęcie Robina Thicke'a i jego dużo młodszej dziewczyny. Rozpoznałam jej twarz i wysokie, smukłe ciało: pracowałam z nią wiele lat wcześniej w L.A., kiedy obie byłyśmy modelkami i jeździłyśmy na sesje do reklam bielizny i strojów kąpielowych, odbywające się w obskurnych magazynach w Alhambrze i Vernon. „E! News” donosiło, że właśnie urodziła dziecko. Obejrzałam sobie jej zdjęcia, przyglądając się jej szerokiemu uśmiechowi obok nieco już nalanej szczęki partnera. Jedno ze zdjęć było podpisane: „Kocham Cię, tatusiu mojego bobaska!”.
Kliknęłam na nick Thicke'a i ku mojemu zaskoczeniu ekran zrobił się biały. Obok jego zdjęcia były tylko komunikaty: „Nie znaleziono użytkownika” i „Nie ma jeszcze żadnych postów”. Zablokował mnie. Zachodziłam w głowę, dlaczego. Czy w jakimś wywiadzie powiedziałam coś, co go uraziło? Potem przypomniałam sobie incydent z planu „Blurred Lines”, o którym nigdy nikomu nie mówiłam i o którym sama starałam się nie myśleć, aż do tej chwili, pół dekady później: to on zrobił coś, czego nie powinien był robić.
To było już pod koniec dnia zdjęć. Thicke wrócił na plan trochę wstawiony, do sceny tylko ze mną. Widać było, że był w gorszym nastroju niż wcześniej. Nie podobało mu się, że ludzie, których zatrudnił do swojego teledysku, nie poświęcają mu dość uwagi.
Teraz byliśmy tylko we dwoje na śnieżnobiałej scenie. On miał na sobie czarny garnitur, a ja tylko cieliste stringi. Znów te same uderzenia perkusji, ten sam krzyk Diane przez megafon, ten sam pot spływający po plecach, to samo „Everybody get up!”.
Znów zaczęłam tańczyć tak głupio, jak tylko się dało. Diane krzyczała „Kurwa, jaka ty jesteś śmieszna! Zrób jeszcze raz tę minę!”. Robin do śpiewania założył okulary, ale dało się wyczuć jego nieokreśloną irytację.
Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, poczułam chłód obcych dłoni obejmujących od tyłu moje nagie piersi. Instynktownie odsunęłam się, oglądając się na Robina Thicke'a, który wyszczerzył się głupawo i zatoczył do tyłu, a oczy cały czas miał zasłonięte okularami. Obróciłam głowę w stronę ciemności poza sceną. Głos Diane się załamał, kiedy krzyknęła do mnie: „Czy wszystko w porządku?”
Kiwnęłam głową i może nawet się uśmiechnęłam, bo byłam zawstydzona i rozpaczliwie chciałam rozładować sytuację. Próbowałam otrząsnąć się z szoku. Zeszłam ze sceny, spod ciepłych reflektorów, krzyżując ramiona na gołej klatce piersiowej. Po raz pierwszy tego dnia poczułam się naga. Ktoś zatrzymał muzykę. Na chwilę przystanęłam przy monitorze i popatrzyłam na swoje nowe koleżanki. Żadna się nie odezwała. Nawet jedna.
W końcu Diane powiedziała: „No dobra, tylko bez dotykania”. Nie skierowała tych słów do nikogo wprost, a megafon wisiał przy jej biodrze. Podniosłam brodę, wzruszyłam ramionami i starałam się nie patrzeć nikomu w oczy. Czułam, jak po tym upokorzeniu po moim ciele rozchodzi się fala gorąca.
Nie zareagowałam – prawie nic nie zrobiłam, nie zachowałam się tak, jak powinnam. Ani ja, ani żadna inna kobieta obecna w studiu. Mimo tego, ile nas było i jak bezpiecznie się czułam w tej grupie, żadna z nas nie miała wystarczająco mocnej pozycji, żeby pociągnąć Robina Thicke'a do odpowiedzialności za to, co robi na planie własnego teledysku – w końcu wszystkie dla niego pracowałyśmy. Po chwili niezręcznej ciszy wróciliśmy do kręcenia.
Kiedy w ciągu tych kilku lat dziennikarze pytali mnie o teledysk, nie dopuszczałam do siebie myśli o rękach Robina Thicke'a na moich piersiach, ani o wstydzie, jaki czułam, stojąc nago przed Diane. To była postawa obronna – chciałam ochronić Diane i jej próbę stworzenia przyjaznej atmosfery na planie, oraz tamte młode kobiety, o których sądziłam, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Oprócz tego czułam też wstyd – że wbrew swoim obawom tak dobrze się bawiłam, tańcząc nago. Jaką ja wtedy czułam moc, jaką kontrolę... Zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybym jednak zrobiła scenę i wykrzyczała Robinowi Thicke'owi w twarz, co o nim myślę? Gdybym zerwała zdjęcia? Niewykluczone, że wtedy moja kariera skończyłaby się jeszcze zanim się na dobre zaczęła.
Jak miałam dwadzieścia lat, nigdy nie przyszło mi do głowy, że kobiety, które znalazły się na pozycji władzy z powodu swojej urody, tak naprawdę zawdzięczają tę władzę mężczyznom i ich pożądaniu. To mężczyźni mają tu kontrolę, a nie kobiety, którymi ci się zachwycają. Gdybym uświadomiła sobie wtedy tę dynamikę, musiałabym też przyznać, jak niewiele mogę – i jak niewiele może każda inna kobieta, której uda się przeżyć, czy nawet odnieść sukces w świecie, w którym służy tylko do tego, by na nią patrzeć.
Tym jednym gestem Robin Thicke przypomniał wszystkim obecnym na planie, że my, kobiety, wcale tam nie rządzimy. Ja, jako naga dziewczyna tańcząca w teledysku, nie miałam żadnej realnej siły sprawczej. Nie byłam niczym więcej niż wynajętym manekinem.

Pokaż więcej wpisów z Maj 2022
Polecane
Moje Ciało

Moje Ciało

Emily Ratajkowski
32,89 zł46,99 zł

Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku, uprzejmie informujemy, że serwis kulturalnysklep.pl wykorzystuje pliki cookies

Administratorem danych zawartych w cookies jest Agora Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie, 00-732, ul. Czerska 8/10. Twoje dane osobowe są przetwarzane w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania serwisu, utrzymania sesji zalogowanego użytkownika, gromadzeniu danych statystycznych dotyczących odwiedzin, przeglądania oferty, rodzaju i częstotliwości produktów kupowanych w serwisie, zapamiętania przeglądanych produktów, zapamiętania zawartości koszyka, a także w celu zawierania i rozliczania transakcji. Podstawą prawną przetwarzania danych osobowych za pomocą cookies w zakresie utrzymania serwisu oraz świadczenia usług dostępnych w serwisie, w tym w szczególności w zakresie zawierania i rozliczania transakcji jest niezbędność do realizacji umowy lub podjęcie działań poprzedzających zawarcie umowy. W zakresie gromadzenia i analizowania zachowań odwiedzających oraz prezentowania produktów dopasowanych do preferencji użytkownika podstawą prawną przetwarzania danych osobowych jest prawnie uzasadniony interes administratora. Serwis wykorzystuje także cookies naszych zaufanych partnerów. Cookies zaufanych partnerów instalują się po wyrażeniu zgody przez Użytkownika.

Pamiętaj, że w ustawieniach swojej przeglądarki zawsze możesz zablokować wszystkie lub dowolnie wybrane pliki cookies używane w naszym serwisie lub spowodować, by przeglądarka automatycznie je usuwała. Zablokowanie niektórych cookies może jednak skutkować niemożnością korzystania z serwisu w całości lub niedostępności niektórych funkcjonalności, w tym niemożności przeprowadzenia transakcji w serwisie. Więcej informacji o przetwarzaniu danych w tym o przysługujących Ci prawach można znaleźć w Polityce Prywatności.

Akceptuję
pixel